Zastanawiałem się ostatnio nad ważną, często niedostrzeganą kwestią dotyczącą naszego życia. Postanowiłem od tej pory patrzeć na wszystkie analizowane aspekty życia na 2 zupełnie skrajne sposoby i analizować zupełnie podstawowe zachowania. Wiadomo przecież, że prawda tkwi pośrodku. Doszedłem dotychczas do ciekawego moim zdaniem spostrzeżenia, które z biegiem czasu na pewno przejdzie pewną ewolucję.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile rzeczy jest nam wmawiane i jak wiele twierdzeń przyjmujemy jako „pewnik”? Bardzo wiele. Np na nałóg patrzymy jako coś, co tkwi wyłącznie wewnątrz nas i jest spowodowane przez nas samych. To prosta metoda, zapewne skuteczna jeśli chodzi o terapeutyczne podejście. Ale jak powiedziałem na wstępie, chciałem spojrzeć na sprawę trochę inaczej. Ten inny punkt widzenia, który przyjąłem za 2 biegun to twierdzenie, że nałóg tkwi zupełnie na zewnątrz nas i my jesteśmy jego ofiarą. Bo niby dlaczego substancje, od których tak łatwo się uzależnić są powszechnie dostępne (nieważne, czy legalnie, czy nie)? Widzę tu pewną manipulację – zwróć uwagę, że do skonstruowania bomby wystarczy kilka prostych elementów dostępnych dla każdego, a nie ma jakiejś zastraszającej fali zamachów. Czyli coś w tym jest. Idźmy dalej, biorąc za przykład najzwyklejsze papierosy. Z każdej strony wmawia nam się, że niesamowicie trudno rzucić palenie, uczy się rzucających jak walczyć z objawami odstawienia itp itd a dla każdego myślącego człowieka proste powinno być to, że nałóg sprowadza nas do poziomu -2 w porównaniu z niepalącymi. Paląc doprowadzamy się do poziomu 0, czyli absolutnie nic nam nie daje palenie poza wyeliminowaniem głodu, zupełnie słabego w porównaniu z innymi uzależnieniami cze nawet za zwykłym głodem. Manipulacja wszechobecna. Z poziomu -2 na poziom 0 to dla nas 2pkt na plus, a tkwimy w miejscu.

[ad#ad-3]

Alkoholizm, narkomanię, lekomanię sprowadza się do poziomu wstydliwych chorób zamiast edukować społeczeństwo. Czy to nie celowy zabieg, aby trudniej było poprosić o pomoc? Uzależniony przez długi etap pogrążania się pozostaje sam ze sobą, w ukryciu i sięga po pomoc w ostatniej chwili, o ile zdąży.

Żeby zrozumieć to, co tak nieudolnie próbuję opisać – bierzmy pod uwagę, że zawsze możemy być obiektem manipulacji – tak jak skazaniec podstępnie jako ostatnie życzenie przed szubienicą wybiera papierosa, jako ważny rytuał, coś najistotniejszego w ostatnich sekundach życia… Wmanipulowani jesteśmy równie często w swoistą celebrację stanu trzeźwości, tak, jakby to był cel, a nie metoda. Sama abstynencja nie jest powodem do dumy, to poziom „zero” od którego zaczynamy drogę przez życie. Jeśli zaczniemy ją traktować jako cel, umrzemy na tym poziomie nie osiągając nic.

Pamiętajmy, że prawda jest pośrodku. Część uzależnienia tkwi w nas, część jest poza nami. Nie wystarczy mieć świadomości istnienia jednej części, bo uzależnienie nas pokona.

No related posts.

Nie znalazłeś tego, czego szukałeś? Skorzystaj z wyszukiwarki: