Kolejna garść moich skromnych przemyśleń. Ciągle w temacie „czy uzależnienie jest we mnie, czy poza mną”. Zauważyłem, że zdecydowanie łatwiej jest bronić się przed zewnętrznym wrogiem. Uświadomić sobie w końcu, że ktoś, coś, nieistotne – chce mnie wykończyć i podsuwa mi wiadomości, obrazy, zapachy kojarzące się z piciem. Niech tym czymś będzie nawet sam mechanizm choroby.

Co osiągamy? Nie wpadamy w spiralę autodestrukcji typu „jestem zły! jak ja się w to wpakowałem” itp i nie wpadamy w samouwielbienie „nie piję, jestem silny! a jednak potrafię!”. Mamy zdeklarowanego wroga który może nas ponownie zaatakować w dowolnej sytuacji i w dowolnym momencie „reszty naszego życia” i wypracowujemy metody obrony przed nim. Pomijając to, że faktycznie koncernom alkoholowym i innym może zależeć na trwaniu w nałogu. Nie wgłębiamy się w to. Każdą myśl związaną z piciem traktujemy jako atak spowodowany „czymś”. I bronimy się całym sobą widząc, że to nie my chcemy pić a Ktoś/coś chce nam to wmówić. Mi naprawdę jest o wiele łatwiej przyjąć obronną postawę wobec wroga, który nie jest jednocześnie mną.

Podobne wpisy:

  1. Pomoc, której nie chcesz Wielu osobom często wydaje się, że jedynie mówiąc że potrzebują...
  2. Intensywna terapia wstępna Terapię można by zdefiniować jako sumę wszystkich interwencji mających na...
  3. Komu na tym zależy? W ramach przemyśleń dotyczących mojego pijackiego życia zastanowiło mnie jedno....
  4. Zasady leczenia alkoholowych zespołów abstynencyjnych W leczeniu AZA wypróbowano ponad 200 leków i procedur. Badania...
  5. Uświadamianie choremu jego stanu. W Polsce liczba osób nadużywających alkoholu nieustannie rośnie. W takiej...