W ramach przemyśleń dotyczących mojego pijackiego życia zastanowiło mnie jedno. Dlaczego komuś zależało na tym, abym pił? A że zależało, to jestem absolutnie pewien. Co takiego zrobiłem ja, jako jednostka komuś “na szczycie”?
Nie wiem, ale spróbuję napisać, co skłania mnie do takich przemyśleń.
Co roku na “walkę” z alkoholizmem przeznacza się ogromne sumy pieniędzy. Te pieniądze niektórym z nas, jak np. mi, bardzo pomogły, bo dzięki nim wyrwałem się i jestem wolny od szpon nałogu. Ale wielu z nas przegrało a już chyba zupełnie nikt nie troszczy się o to, aby nowe pokolenie nie wpadło w sidła alkoholizmu. Przecież nie w tym rzecz, aby zabraniać komuś pić, mówić, że to jest złe itd. bo to są półśrodki. Chodzi wg. mnie o to, aby młody człowiek świadomie, i zwyczajnie, po prostu, nie chciał pić. Żadna nigdy nie paląca osoba nie zapaliła dlatego, że w wieku 50 lat może zachorować na raka. Nie palą dlatego, że to śmierdzi, że nie czują takiej potrzeby. Nikt nami – alkoholikami nie przestraszy zbuntowanego 18-latka! Mówiąc dosadnie i na pewno zbyt jaskrawie – jego nie interesują problemy menela spod sklepu, to jakiś inny świat. On widzi uśmiechniętego, niedogolonego twardziela z przyjemnością sączącego piwo na reklamie.To on świadomie powinien zdecydować, że nie chce tego, nie dlatego, że się boi, nie jest twardzielem, tylko dlatego że nie potrzebuje do dobrej zabawy tego gówna. Dlaczego więc nie zapobiega się w ten sposób alkoholizmowi, a jeśli robi się coś w tym kierunku to tak nieskutecznie? Nie wiem, i bardzo mi z tego powodu przykro.
Ostatnie Komentarze